Małe rywalizacje
Nie lubię pomagać innym
Autor: Joanna Kempa, data dodania: 13-08-2011Czego chcesz? Po co przyszedłeś? Czemu dzwonisz? Co mnie obchodzą twoje problemy? Weź mnie nie męcz... Spadaj.
Na szczęście takie słowa nie wychodzą z reguły poza obszar mojej zrytej mózgownicy. Dobre wychowanie i inne wpojone pryncypia nie pozwalają bowiem ujawniać się z takim grubiaństwem. Uprzejmość zwycięża wewnętrzne opory. Oj, z dużym trudem.
Ja vs Oni
Nie lubię pomagać innym. Obcym ludziom. Nie znam ich, nic do niech nie mam, nie potrafię się przejąć ich sprawami. Mało mam swoich? To nie moja rodzina, bliscy, znajomi.
Przychodzą i nagabują. Piszą i dzwonią. Drażnią mnie swoimi pytaniami. Niech sobie gdzieś poszukają. Teraz jest internet i w ogóle.
A oni by tak chcieli wszystko na tacy i żeby poświęcać im mój czas. Mój cenny czas! Ja mam swoje sprawy i naprawdę dużo roboty! Nie mam cierpliwości, żeby każdemu wszystko tłumaczyć. Jedno i to samo. Każdemu z osobna. Poza tym, do diabła, to są rzeczy oczywiste, jak można tego nie rozumieć? Nie wiedzieć?
Taka praca. A przecież nie wszystko jest dla wszystkich. Setki głupich pytań i upierdliwych klientów. Czasami zadaję sobie pytanie : „Co ja tutaj robię?”.
Tak, owszem, zdarza się, że i ja czegoś nie wiem, czegoś potrzebuję. Muszę zapytać, poprosić. Powiecie: „Ty nie pomagasz, to i Tobie nie pomogą”? Pewnie, może i tak. Ale na tyle na ile mogę, działam samodzielnie. Jeśli tylko mogę, nie zawracam innym gitary.
Oni vs Ja
Idę do urzędu. Pani nie tryska zbytnim entuzjazmem. Nie wrzeszczy. Nie może. Nie uśmiecha się. Cóż, nie musi. Nie musimy być dla siebie wylewni. Nie zawsze trafiamy na jasny promyk słońca.
W nowoczesnej firmie można jednak liczyć na dużą uprzejmość – jest ona opłacana, jakby nie było przez klienta, którego trzeba znęcić i uwiązać.
Tu obsługa klienta jest z reguły na wysokim poziomie. Wyszczerzone zęby, kultura. Bogactwo formułek grzecznościowych. Pełne opanowanie. Emocje tylko pozytywne. Empatia.
A pod spodem? Też tacy serdeczni? Ciepli i współczujący? Są lepsi niż ostentacyjnie znudzone panie z innego biura? A może są tacy jak ja? Pod wyprasowaną koszulą, standardami wysokiej kultury są przecież tylko ludzie. Zajęci czym innym, zmartwieni, znudzeni, niewyspani, sfrustrowani… Już nie mogę, co za nudziara. Łeb mi pęka... Ja chcę kawy!
Bywa, że urzędnik czy kasjerka w supermarkecie się uśmiechnie, życzy miłego wieczoru. I ma się wrażenie, że to coś więcej niż wyuczona formułka, bo potrafi nadać temu pozory autentyczności. Potem faktycznie jest milej. Są osoby, które chyba mają to we krwi… Sami z siebie skaczą koło innych, naprawdę nie trzeba ich zmuszać! Chyba rzeczywiście sprawia im to frajdę? Podziwiam. Ja tak nie potrafię. Nie chce mi się. Czy można coś zrobić, żeby mi się chciało?
Wieczór
Rozpinam guziki koszuli, wyjmuję spinki z włosów. Soczewki lądują w pudełeczku z płynem. Rozluźniam zawiasy szczęk zastygłych w moim big professional smile. Auć.
Nie lubię pomagać innym. Mam ich gdzieś. Czy to znaczy, że jestem zła? Egoistka? Może po prostu leniwa? Taka skaza na charakterze. Cóż, nikt nie jest doskonały.
Zredagowano przez: Ewa Inn
Zagłosuj na artykuł
Dodaj komentarz
Dodawanie komentarzy możliwe jest tylko dla zalogowanych użytkowników.
Komentarze
Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.









