Zaloguj się

» rejestruj » przypomnij hasło

Najnowszy temat

Kłamstwo niezbędne do utrzymywania dobrych relacji społecznych Kłamstwo niezbędne do utrzymywania dobrych relacji społecznych 21-02-2012

Kłamstwo jest jedną z najważniejszych umiejętności społecznych, absolutnie konieczną każdemu do utrzymywania dobrych relacji. Badania pokazują, że kłamanie łatwiej przychodzi... » więcej...

Wasze galerie

Nie jedzcie sardynek! Dwa w jednym
Dzisiaj jest sobota, 19.05.12, imieniny: Dariusza, Gabrieli

W szerokim świecie

Londyn wczoraj, Londyn dziś

Autor: Barbara Sicińska, data dodania: 10-04-2011 Londyn wczoraj, Londyn dziś

Londyn to miasto rodziny królewskiej, modelek i żebraków, artystów i murarzy, polskich imigrantów, Azjatów i Hindusów, Arabów i na samym końcu rodowitych londyńczyków.


Ostatnia moja wizyta w stolicy Anglii miała miejsce, kiedy byłam jeszcze beztroską studentką. Czym mnie wtedy zachwycał Londyn? Magnetyzm przewalających się ulicami tłumów, ogromnych sklepów z ciuchami na Oxford Street, słodko-kwaśnego zapachu metra, automatów z czekoladkami Cadbury, widoków z piętrowego autobusu, kafejek Starbucks rodem z "Sex and the City", wolnego wstępu do National Gallery i dinozaurów z Natural History Museum, tanich książek zakupionych pod Waterloo, wieczornych spacerów wzdłuż Tamizy z widokiem na Big Bena, House of Commons i London Eye, a także wir gadających do siebie ludzi przez niewidoczne komórki, fakt, że razem z przyjaciółmi mogłam wypić piwo w barze rodem z angielskiej komedii, wśród przekrzykujących się tłumów i zaparowanych okien.

Jednak dziś patrzę na miasto innymi oczami. Cóż to się stało, że stałam się tak krytyczna wobec mojej dawnej miłości? Czy aż tak bardzo zestarzała się moja dusza? Za wcześnie przecież na zrzędzenie na tłok w metrze i smog na ulicach?! A jednak. Zaskoczona odkryłam, że jedno miejsce może mieć wiele twarzy, ponieważ gdziekolwiek nie wędrujemy, rezonuje ono z naszym przystankiem w życiu. 

Zacznijmy od tak zwanych pozytywów. Tamiza nadal wydaje się piękna i warta długiej, pieszej wycieczki. Idąc wzdłuż brzegu od strony Big Bena w kierunku Tower Bridge, warto zajrzeć do dzielnicy Temple. Nieodkryte przez turystów skwerki o godzinie czternastej w ciepłej, marcowej pogodzie zapełniają się kwiatami drzew owocowych i eleganckimi adwokatami i prawnikami przeżuwającymi cichutko na czyściutkich ławeczkach pospolity lunche w postaci kanapek i chipsów.

Na Soho i w Chinatown (koniecznie za dnia!) zamiast iść do zatłoczonych turystami knajp z chińszczyzną, warto skusić się na odwiedziny w sklepach muzycznych. Choć trudno w to uwierzyć (lub też nie?), w Anglii era CD odchodzi z hukiem, co można dostrzec wyraźnie po cenach płyt. Szczególnie polecam "Floppa" na Cambridge Circle, gdzie za 3 funty możemy nabyć płytę o wartości 90 zł w polskim "Empiku". Oprócz Floppa jest jednak wiele innych sklepów oferujących płyty CD i gramofonowe w podobnych cenach, z muzyką alternatywną, przede wszystkim punckową i rockową. Oba  nurty przechodzą okres swej drugiej młodości na Wyspach Brytyjskich, a angielscy "młodzi-gniewni" upodabniają się do mieszanki Lady Gagi i  leciwego już wokalisty The Cure.

Kolejnym nowo odkrytym miejscem stała się dla mnie dzielnica Kew wraz z bajecznymi Kew Gardens - kompleksem ogrodów botanicznych wraz z palmiarniami. Gdyby nie kosmiczna cena za wstęp (jedyne 13 "funa"), pojechałabym tam kolejny raz. Różnorodność roślin i kwiatów (nawet wczesną wiosną) i atmosfera absolutnego relaksui swobody nie równa się dla mnie z żadnymi innymi londyńskimi przyjemnościami. Jest to ponadto jedno z niewielu miejsc w tym mieście, gdzie można zauważyć obecność małych dzieci.

Niedaleko samego ogrodu znajduje się niezwykle klimatyczna knajpka o nazwie "Greenhouse". Warto zajrzeć tam około siedemnastej po to, aby w towarzystwie wiernych tradycji 5 o’clock pokrzepić się doskonałą herbatą i tradycyjnymi wypiekami podanymi na ślicznych stoliczkach i serwisach rodem z "Bukietowej". Dodam, że w obsłudze pracują trzy sympatyczne dziewczyny z Polski. Dzielnica Kew jest bardzo droga, spokojna i zadbana. Można wybrać się na dodatkowy spacer po pustych uliczkachi podziwiać zadbane domki ze starej cegły z niebieskimi, drewnianymi drzwiami wejściowymi i kolorowymi, drewnianymi okiennicami.

Jeśli żołądek skręca,  szczególnie po tak wyczerpującym spacerze, a nie dysponujemy fortuną, przejedźmy się do Camden. Tutaj mijamy targowisko rodem z poznańskiego Bema i przechodzimy przez romantyczny most, w kierunku starszej części tej klimatycznej dzielnicy z mnóstwem ciekawych i zupełnie niepraktycznych rzeczy na sprzedaż. Właśnie tutaj, za jedyne 3 funty napełnimy żołądek górą chińszczyzny serwowanej na dworze z parujących i smakowicie pachnących stoisk. Do wyboru mięsa, owoce morza, ryż, makaron, smażone warzywa, czyli wszystko lekko skąpane w tłuszczu. 

Negatywy Londynu "dziś"? Cóż, przyznaję, ja po prostu nie lubię już tłumów. Wymyślne stroje i pęd za tak zwanym ulicznym "lansem" jakoś mniej wciąga. Za namową koleżanek zajrzałam do znanego z niskich cen sklepu z ciuchami "Primark". Przeraził mnie widok dzikich tłumów damskich i męskich zakupoholików wprost wyrywających sobie nawzajem szmatki i upychających je do koszy. Tego nie zobaczysz u nas nawet w święta Bożego Narodzenia (pewnie dlatego, że nie mamy jeszcze tak niskich cen za ubrania). Przyjaciółka poinformowała mnie, że w Wielkiej Brytanii jest więcej kart kredytowych, niż mieszkańców. To niestety widać. Konsumpcjonizm sięga szczytu i przypomina dziką gorączkę. Oprócz ubrań londyńczycy inwestują w bajery współczesnej technologii. Tutaj wielu spędza długie godziny w metrze, oglądając filmy lub grając w gry na małych wyświetlaczach. Rzadko uda się napotkać ludzki wzrok - jeśli nie jest on skierowany na witryny sklepowe, to z pewnością na małe ekrany. Codziennej kawy w Starbucksie też nie polecam, no chyba że mamy mnóstwo pieniędzy (można zbankrutować). 

Mieszkańcy Londynu tak oto piszą do bezpłatnej gazety "Metro": "Kocham Londyn za to, że mogę stać na przystanku metra w moich wysokich szpilkach od Prady, trzymając kawę Starbucksa w jednej ręce, komórkę w drugiej, pod pachą ściskać poranną gazetę i nadal trzymać się prosto". "Kocham Londyn za to, że mogę tu zjeść smakołyki z każdego zakątka świata, od Azji aż po Meksyk, kiedy tylko chcę".

Ja nie znoszę Londynu za to, że w modzie jest bardziej przedmiot niż człowiek, ani za to, jak okropnie smakuje tu wszelkie mięso i pieczywo. A jednak, pomimo wszystko, kocham Londyn, bo czyż nie kocha się "pomimo tego, że" a nie "za"?

  • Fot. Barbara Sicińska
  • Fot. Barbara Sicińska
  • Fot. Barbara Sicińska
  • Fot. Barbara Sicińska
  • Fot. Barbara Sicińska
  • Fot. Barbara Sicińska
  • Fot. Barbara Sicińska
  • Fot. Barbara Sicińska
  • Fot. Barbara Sicińska
  • Fot. Barbara Sicińska
  • Fot. Barbara Sicińska

separ

Zredagowano przez: Ewa Inn

Zagłosuj na artykuł

Dodaj komentarz

Dodawanie komentarzy możliwe jest tylko dla zalogowanych użytkowników.

Komentarze


Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.