Zaloguj się

» rejestruj » przypomnij hasło

Najnowszy temat

Kłamstwo niezbędne do utrzymywania dobrych relacji społecznych Kłamstwo niezbędne do utrzymywania dobrych relacji społecznych 21-02-2012

Kłamstwo jest jedną z najważniejszych umiejętności społecznych, absolutnie konieczną każdemu do utrzymywania dobrych relacji. Badania pokazują, że kłamanie łatwiej przychodzi... » więcej...

Wasze galerie

Czy ty wiesz kobieto, jaki naprawdę masz biust? Sarajewo
Dzisiaj jest sobota, 19.05.12, imieniny: Dariusza, Gabrieli

Z pazurem

Poczta Polska - reality show

Autor: Barbara Sicińska, data dodania: 30-01-2011 Poczta Polska - reality show

Właśnie wracam z zakupów z Tesco do domu, kiedy przypomina mi się o nieszczęsnym awizo. Muszę zahaczyć o Pocztę Polską. Ufam, że o godzinie 14:30 nie powinno jeszcze być kolejek.


Nie bez przygód parkuję samochód, wbijając jego przód w wielką górę zaspy i ślizgając się po lodzie docieram bezpiecznie do zaparowanych drzwi. Jestem ostatnia w piętnastoosobowej kolejce.

Rzecz jasna panuje tu ogólne niezadowolenie (nie mniejsze niż w Tesco), fukanie i sapanie. Czynne jest jedno z dwóch okienek. Dwie panie w grubych futrach zaczęły narzekają głośno na obsługę, celem sprowokowania obsługującej:

- Co za absurd! Jak można zostawić jedno wolne okienko przed świętami. No to jest szczyt wszystkiego!

W okienku pani wydaje resztę kobiecie, która zza pazuchy wyciąga następną kupkę kopert.

- No nie, pani jeszcze nie skończyła?

- Nie, mam jeszcze trochę do wysłania.

Fukanie i sapanie przechodzi z lento w crescendo forte...Klientka czuje oddech koleżanek na plecach i modli się, aby jak najszybciej opuścić lokal.

- No i widzi pani. Tak działają te poczty, tak działają - komentuje klientka.

Dwadzieścia minut później jestem ósma w kolejce. Za mną wciąż tłoczą się następni. Spocona pani zza okienka rzuca:

- Od 15 do 15:30 ogłaszam przerwę! Będą musieli Państwo czekać. Mam priorytet do wysłania.

- Co? - Oburza się kobieta za mną. - To ja tu stoję 2O minut po nic?! Nie mam czegoś innego do roboty przed świętami?

- Bardzo mi przykro proszę pani. Jestem tutaj sama i nie mam czasu na nawet wie pani co. Od 15 do 15:30 nie będę państwa obsługiwać. Ostrzegam!

W tym momencie w kolejce odnajdują się dwie koleżanki. Obie mają małe dzieci w przedszkolu i uradowane, że znalazły sposób na zabicie nudy, wdają się w przyjemną konwersację o trudach macierzyństwa.  Zaczynam z nudów podsłuchiwać. Powoli wszystkim robi się ciężko i gorąco. Futra, płaszcze i czapki zaczynają ciążyć w miarę, jak wskazówki zegara zbliżają się do piętnastej. Moja sąsiadka od czasu do czasu rzuca do mnie:  - Czy zdążymy? - oczekując pocieszenia. -Tak, na pewno – odpowiadam. - Ja mam tylko awizo do odbioru a pani kilka kartek świątecznych.

W tym czasie wchodzą nowi ludzie a biedna pracownica poczty wykrzykuje pomiędzy stemplowaniem i drukowaniem wciąż to samo ostrzeżenie: - Od 15 nie przyjmuję!

W międzyczasie wparowuje czerwony na twarzy facet, który energicznie podchodzi do okienka, przepychając się pomiędzy oczekującymi.

- Ja mam tylko pytanie.

- Od 15 do 15:30 przerwa techniczna. Proszę zaczekać w kolejce.

- Pani. Znowu dostałem awizo i nie wiem, na której poczcie mam odbiór paczki! Tutaj czy na Nowym Rynku?

- Ma pan kartkę i tam jest napi...

- Pani! Co ja debil jestem? Nie jest napisane kurwa i znowu to samo. Czy ten wasz listonosz to jest jakiś popierdolony czy co? No przecież to jakieś jaja są chyba!

Wtem odzywa się starsza pani w eleganckiej panterce i czerwonych tipsach:

- Ja właściwie po to samo. Też nie wiem czy w dobrej kolejce stoję. Jakby pani sprawdziła to...

- Jak sprawdziła, jak sprawdziła? - wrzeszczy facet w dresie i adidasach. Do piętnastej obsługuje a ja tu kwitnę już 45 minut. Proszę zaczekać!

Pracownica interweniuje:

- W sprawie listonosza proszę zgłosić się do naczelnika. Nic Państwu na to nie poradzę. Bardzo mi przykro. Zaraz zamykam okienko.

Jestem trzecia w kolejce. Powoli zaczynam godzić się z porażką. Chyba jednak nie zdążę. Przejrzałam już całą ofertę sklepową Poczty Polskiej. Zapraszają nas do zakupu zniczy, lekarstwa na prostatę, kartek świątecznych w promocyjnych cenach, rajstop, katalogu Bon Prix, gumek do włosów, zapałek. Nic dla mnie.

- Która godzina? - pyta nerwowo sąsiadka.

- Za trzy minuty piętnasta odpowiadam. Zagaduję biedną i zdenerwowaną pracownicę, która niczym Napoleon i z trzęsącymi się rękami stara się jednocześnie błyskawicznie obsłużyć klientów i wykrzyczeć wszystkim wchodzącym o przerwie technicznej:

- Proszę pani, ja mam pytanie. Dlaczego tylko jedno okienko jest czynne o tej godzinie i to przed świętami?

- Żebym to ja mogła wiedzieć- odpowiada biedna kobieta. - Tyle razy już mówiłam naczelnikowi, że potrzebuję kogoś do pomocy! Zawsze tu tak mam. Ja naprawdę nie mam czasu na nic. Z niczym się nie wyrabiam. Proszę Państwa dzwonić do naczelnika poczty. To jest nawet moja prośba. Może państwa usłucha!

W tym czasie jedna z plotkujących koleżanek podchodzi do okienka.

- Niestety pani za wcześnie przyszła po odbiór paczki. Paczka nadal krąży z listonoszem. Proszę podejść jutro od rana.

Fukanie i sapanie przeradza się już w dobrą orkiestrę. Tymczasem mija  piętnasta. Większość kolejkowiczów zwija się do domu, rzucając pracownicy poczty wściekłe „do widzenia”.

Moja sąsiadka, pani Panterka, dziewczyna przede mną i ja mamy jeszcze nadzieję.

Tymczasem wchodzi pracownik Poczty Polskiej ubrany na niebiesko.

Kilku wychodzących składa skargę na miejscowego listonosza i jego awizo.

- Przekażę panu naczelnikowi , oczywiście, oczywiście.

- Pan zna pana naczelnika? - podchwytuję. - Proszę mu przekazać, że wszyscy mieszkańcy gorącą dopingują otwarciu drugiego okienka i zatrudnieniu drugiej osoby.

- Tak, tak, wiem, wiem - odpowiada Niebieski współczująco. - Niestety, nic nie możemy zrobić. Niestety. Naczelnik nie chce przyjąć pracownika, a o wszystkim decyduje Warszawa (pfuj!) niestety....Tak, tak, my tu się w ogóle nie liczymy. W nowym roku obcinają nam wszystkim pensje i likwidują poczty. Będzie mniej punktów i pracowników. Co ja mogę na to poradzić!

- Yyyyyyy! - krzyki oburzenia zamieniają się w krzyki współczucia. Pracownica jest zrozpaczona. Jest 15:15, nie asertywnie obsłużyła mnie i moją sąsiadkę, spóźnia się z wysłaniem priorytetu, musi do toalety, a napór nowych jest nie do ogarnięcia.

Wychodzę z moim wyciśniętym listem w ręku po 50 minutach niepewnego oczekiwania, pełna współczucia dla pracowniczki Poczty Polskiej i jej kolegów, obawy o to, jak będzie wyglądać moja kolejna wizyta na poczcie i bez numeru telefonu do naczelnika. Właściwie po co mam brać ten numer? O wszystkim decyduje przecież Warszawa, cokolwiek to właściwie znaczy.

 


separ

Zredagowano przez: Ewa Inn

Zagłosuj na artykuł

Dodaj komentarz

Dodawanie komentarzy możliwe jest tylko dla zalogowanych użytkowników.

Komentarze


Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.