Zaloguj się

» rejestruj » przypomnij hasło

Najnowszy temat

Kłamstwo niezbędne do utrzymywania dobrych relacji społecznych Kłamstwo niezbędne do utrzymywania dobrych relacji społecznych 21-02-2012

Kłamstwo jest jedną z najważniejszych umiejętności społecznych, absolutnie konieczną każdemu do utrzymywania dobrych relacji. Badania pokazują, że kłamanie łatwiej przychodzi... » więcej...

Wasze galerie

Szkocki stół Świat jest piękny. Moje podróże - Liptovsky Mikulas, Słowacja
Dzisiaj jest sobota, 19.05.12, imieniny: Dariusza, Gabrieli

Z pazurem

Ostatnia chmurka

Autor: Agata Sosnowska, data dodania: 18-12-2010 Ostatnia chmurka

No i stało się. Nie palimy w knajpach, nie palimy na przystankach. Nie palimy już nawet w miejscu publicznym. Alleluja – krzyczą przeciwnicy palenia. Reszta warczy, bo uzależniona od dymka przed wejściem do zakładu pracy i w drodze na tramwaj. O spacerze z psem nie wspomnę.


A w mediach internetowych jak w ulu. Gdzieś miga komentarz, że wszystkich palaczy powinno się pod pociągi wpychać za to, co robią… I we mnie się krew zaczyna burzyć, już nawet nie jako w palaczce rozkochanej w nałogu, ale jako w obserwatorce życia. 

Nikt nie lubi zakazów. A my, Polacy, szczególnie. Kilkadziesiąt lat komuny nauczyło nas, że zakazy śmierdzą, bo łamią skutecznie naszą wolność wyboru. Jak w tym starym dowcipie: „Tego nie wolno, tamtego nie wolno, a co wolno? Wolno milczeć”. Dlatego też zakazy mamy w głębokim poważaniu i skutecznie, po zbójnicku je łamiemy. Skaczemy przez bramki w metrze, przebiegamy na czerwonym, puszczamy głośno muzykę gdy mamy imprezę, nie zważając, że już 22.00, pijemy piwo na ulicy i palimy marihuanę. Pokazujemy tym samym język wszystkiemu, co dookoła, a adrenalina czasem towarzysząca owym „łamaniom” daje nam przyjemne uczucie satysfakcji, że właśnie władzom pokazaliśmy wała. 

I nagle wyrasta problem globalny, o randze tak wielkiej, że za złamanie postawionego zakazu czasem grozi grzywna, czasem oberwanie po mordzie, a – jak dowodzą komentarze w internecie – najlepiej gdyby groziło spalenie na stosie. Ale że ja lubię być heretykiem w oczach Świętej Inkwizycji Niepalących Rzesz, to ten mój tekst niech będzie ostatnią chmurką puszczaną owej Inkwizycji prosto w ziejącą niechęcią, totalitarną twarz. 

Na początek przytoczę Wam, jaki jest zdaniem niepalących Palacz. Przede wszystkim śmierdzi. Pewnie bardziej, niż bąk mojego psa, zapuszczone futra i palta wyciągane w październiku z szaf, niemyte zęby, przetłuszczone włosy, środki chemiczne do czyszczenia toalety i wioski położone przy oczyszczalniach ścieków. Palacz o siebie nie dba. No tak. Śpi w tych samych gaciach tydzień, chucha chmurą dymu i żywi się frytkami przez większą część życia, oczywiście mało aktywnego, bo palacz ze względu na swą zadyszkę oraz arytmię serca nie jest w stanie się ruszać. Jest nałogowcem, w związku z czym pewnie jest też uzależniony od innych używek. Będą to na pewno piwo, marihuana, a może i wódka. Palacz jest zatem leniwy i ociężały, do czego przykłada się fakt ustawicznego upojenia alkoholem czy też ziołami różnymi. Z racji swego niezdrowego trybu życia palacz wygląda niezdrowo. Od dymu jest tak poszarzały, jak Dolina Muminków od mgły listopadowej, ma bladą cerę i zęby, jak skwarki. 

To jednak nie jest najgorsze. Tego tylko można współczuć. Palacz bowiem jest osobą bezczelną. Pali na przystankach, pod wiatą, na przejściu dla pieszych, przy dzieciach, staruszkach, w parkach i na ławkach. Co jeszcze, o zgrozo: czasem pali na klatkach schodowych! Zatruwa bywalców dyskotek, bywalców restauracji i bywalców ulic! Trzeba go na stos. 

Kochani, palę nie od dziś. Palaczy znam różnych – nałogowych, weekendowych, bardzo starych i bardzo młodych. Jedni palą słomki, inni czerwone mocarze, jeszcze inni wolą skręta z innym składem. I powiem Wam szczerze, że poza przypadkami ewidentnie nawalonych ludzi z fajkiem, nie zdarzyło mi się nigdy zaobserwować sytuacji, że palacz nie dostosowuje się do zasad savoir vivre. Nie palimy pod wiatą, przy dzieciach i przy obcym tłumie niepalących. Kultura musi być.

Ale zabranianie palenia w miejscach publicznych i w knajpach to bzdura i pomyłka. To wielkie zwycięstwo totalitaryzmu. Łamanie mojego prawa wyboru do tego, by zatruwać swój organizm, może nawet ciężko zachorować. Jak to ma wyglądać? Z knajpy wychodzę zapalić na ulicę, ale że jest to miejsce publiczne, to jednak zapalę dopiero w domu, może za kilka godzin? Ekologia, mówicie? Ochrona zdrowia? To powiem wam tak. Zajmijcie się lepiej kwestią smogu w mieście, developerów, którzy wycinają kolejne skwery, oczyszczalni zatruwających polskie wsie, niemyjącego się społeczeństwa, zbyt dużą ilością aut na ulicach. Zakaz palenia w miejscach publicznych to bzdura, odwrócenie uwagi od tego, jaki rak naprawdę dławi wasze płuca i krtanie. A jest to rak napędzany przez koncerny, samorządy i te wszystkie grube ryby, które za kolejne drzewko mniej dostaną tyle kasy, ilu palaczy żaden z was nie widział w swym życiu na oczy. 

W jednym z moich ulubionych filmów „Dziękujemy za palenie” (2006) główny bohater – największy bystrzak wśród najważniejszych postaci z koncernów tytoniowych, mówi, kiedy pytają go o szkodliwość palenia: „Skoro palenie jest szkodliwe, to dlaczego nie zamieścimy znaku trupiej czaszki na boeingach i na fordach? Największym zabójcą Ameryki jest cholesterol. Miliony osób umierają na zawał. Zamieśćmy trupią czaszkę na czedarze”. 

Palenie jest szkodliwe. Tak samo jak przebywanie w pełnym niebezpiecznych dwutlenków mieście i żywienie się w fast-foodach. Ale zabranianie palenia w miejscu publicznym to pogwałcenie prawa człowieka do decydowania o swoim zdrowiu. I niech nikt mi nie wmawia teraz, że „nie tylko o swoim”. Paniusiu, nie spadnie Ci z głowy zacnej kapelutek, gdy minę Cię na pasach z Elemem w ustach. Lepiej zastanów się nad tym, ile bardziej szkodzi Ci wcinanie szarlotki w ciągu sześciogodzinnego maratonu telenowelowego co dzień. 

I jeszcze taki mały P.S. Wyobraźcie sobie teraz wkurzonych palaczy. Takich, co nie palili już kilka godzin. Dużo ich. Cała Warszawa. Taksówkarze, motorniczy, sklepowe, kelnerzy, panie w kiosku… Taaak… W rankingu na najmilszy kraj na świecie niewątpliwie nasze akcje polecą z hukiem. A oberwie się najbardziej wam – najbardziej rozjazgotanym komentatorom z Facebooka. Bo to nie władzę wykonawczą mijamy codziennie na przejściu dla pieszych…


separ

Zredagowano przez: Ewa Inn

Zagłosuj na artykuł

Dodaj komentarz

Dodawanie komentarzy możliwe jest tylko dla zalogowanych użytkowników.

Komentarze


Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.