Wiedzieć więcej
Umieranie w domu mniej szkodzi psychice krewnych
Autor: Redakcja, data dodania: 17-09-2010Krewni chorych na raka, którzy swoje ostatnie dni spędzają w domu są pięciokrotnie mniej narażeni na problemy psychiczne niż rodziny pacjentów umierających w szpitalu - wynika z pracy na łamach pisma "Journal of Clinical Oncology".
Do takich wniosków doszli naukowcy z Dana-Farber Cancer Institute w Bostonie (stan Massachusetts) po przeanalizowaniu danych zebranych wśród 342 pacjentów w zaawansowanym stadium choroby nowotworowej oraz ich opiekunów, głównie członków rodziny. Do badania wybrano tych bliskich, którzy byli najbardziej zaangażowani w opiekę nad chorym w ostatnim tygodniu jego życia.
Niedługo po śmierci każdego pacjenta opiekunów proszono o ocenę jego fizycznego i psychicznego cierpienia oraz jakości życia w ostatnich dniach choroby. Zdrowie psychiczne opiekunów oceniano na początku badania (by wykryć istniejące wcześniej zaburzenia) oraz sześć miesięcy po stracie bliskiej osoby.
Analiza wykazała, że pacjenci, którzy umierali w szpitalu, nieraz na oddziale intensywnej terapii, doznawali więcej cierpień fizycznych i psychicznych, mieli też gorszą jakość życia w porównaniu z pacjentami, którzy swoje ostatnie dni spędzili w domu otoczeni opieką bliskiej osoby oraz pracowników hospicjum.
Zaskakującym dla naukowców odkryciem było jednak to, że opiekunowie pacjentów umierających poza domem mieli pięciokrotnie częściej problemy ze zdrowiem psychicznym w okresie żałoby po zmarłym. Gdy chorzy ostatnie swoje dni spędzali w szpitalu, u ich bliskich częściej stwierdzano tzw. żałobę powikłaną, tj. silny ból i stany depresyjne po stracie ukochanej osoby, które utrzymują się powyżej pół roku i utrudniają normalne funkcjonowanie. Z kolei opiekunowie pacjentów, którzy umierali na oddziale intensywnej terapii pięć razy częściej mieli zespół stresu pourazowego (PTSD). Jest to zaburzenie związane z przeżyciem szczególnie stresującego, traumatycznego zdarzenia. Objawia się m.in. nawracającymi lękami i koszmarami sennymi, problemami ze snem, uczuciem osamotnienia.
Autorzy pracy podkreślają zarazem, że choć większość chorych na raka wolała spędzać swoje ostatnie dni w domu, aż 36 proc. z nich umierało w szpitalu, a 8 proc. na oddziale intensywnej terapii, gdzie byli poddawani inwazyjnym i często bolesnym procedurom.
Zdaniem naukowców, praca ta stawia pod znakiem zapytania sens stosowania agresywnych, szpitalnych metod opieki nad chorymi w ostatnim stadium choroby nowotworowej. W przeciwieństwie do opieki domowej lub hospicyjnej, która jest nastawiona na łagodzenie bólu i różnych dolegliwości oraz zapewnienie spokojnej śmierci, oddziały intensywnej terapii mogą być źródłem ogromnej traumy dla pacjenta i jego rodziny, podsumowuje współautor pracy Alexi Wright.
(PAP)
Zredagowano przez: Redakcja
Zagłosuj na artykuł
Dodaj komentarz
Dodawanie komentarzy możliwe jest tylko dla zalogowanych użytkowników.










Mój dziadek zmarł na raka płuc-w domu i wśród bliskich. Ze względu na jego wiek i zaawansowanie późno odkrytej choroby żaden z lekarzy nie proponował mu intensywnej terapii, operacji itp. Jego śmierć na oczach domowników była dla wszystkich bardzo wzbogacającym, wiążącym i oczyszczającym rodzinę doświadczeniem. Jestem pewna, że anonimowość szpitala pogrążyłaby chorego i nas wszystkich w o wiele głębszym smutku i poczuciu beznadziei. Dobrze jest umrzeć godnie i otoczonym miłością. Jestem za.