Zaloguj się

» rejestruj » przypomnij hasło

Najnowszy temat

Kłamstwo niezbędne do utrzymywania dobrych relacji społecznych Kłamstwo niezbędne do utrzymywania dobrych relacji społecznych 21-02-2012

Kłamstwo jest jedną z najważniejszych umiejętności społecznych, absolutnie konieczną każdemu do utrzymywania dobrych relacji. Badania pokazują, że kłamanie łatwiej przychodzi... » więcej...

Wasze galerie

Śladami Dżemu  cz. I Nie jedzcie sardynek!
Dzisiaj jest sobota, 19.05.12, imieniny: Dariusza, Gabrieli

Z pazurem

Smażone jaja czy grillowana pierś?

Autor: Joanna Kempa, data dodania: 22-07-2010 Smażone jaja czy grillowana pierś?

Choć lato długo kazało nam na siebie czekać, w końcu uderzyło pełną parą. Kalosze i długie nogawki zamieniliśmy w końcu na bikini i szorty, starając się jak najszybciej pozłocić to, co jeszcze niedawno było blade i niedogolone. W końcu lato ma swoje prawa, a dziewczyny i chłopaki lubią brąz.


Grill czy patelnia

Jak długie i szerokie tunezyjskie czy greckie plaże, ciasno leżą obok siebie skwierczące kotlety. W odróżnieniu jednak od patelni, ciepło płynie z góry. W powietrzu zapach olejków, tu i ówdzie figowe listki dodające smaku. To ludność wszelkich nacji łączy się w symfonii nagich ciał, oddając swymi udkami i żeberkami w różnych odcieniach czerwieni zasłużony hołd latu.

Efekty składania owego hołdu będą różne. Jedni zyskają wygląd chrupiących kurczaczków z rożna, drudzy przeobrażą się w raczki, niezgrabnie drepczące na poparzonych kończynach, inni być może upodobnią się do wypolerowanych posągów z brązu; są w końcu i tacy, którzy z radością lub niesmakiem (a różne rzeczy ludzi kręcą) będą z siebie zrywać całe płaty chrupiącej skórki.

Opalenizna jest naturalną reakcją obronną skóry wystawionej na działanie promieni ultrafioletowych. Pod ich wpływem komórki naskórka, keratynocyty rogowacieją, aby ograniczyć dostęp szkodliwych czynników, w tym promieniowania. Z drugiej strony wzmaga się produkcja melaniny, która absorbuje szkodliwe promienie UVB. To dzięki niej skóra staje się brązowa.

Od kiedy odkryliśmy, że opalone jest ładne, stajemy na głowie, by sobie podrasować koloryt. Opalenizna wygląda zdrowo, atrakcyjnie, pozwala zakamuflować pewne defekty skóry, cienie pod oczami i nawet obmierzły celulit już tak bardzo nie razi. Oprócz korzyści natury estetycznej, nie sposób pominąć dobroczynnych skutków dla zdrowia: synteza witaminy D3 (łagodzi stany zapalne skóry), wzmożona produkcja endorfin odpowiedzialnych za uczucie zadowolenia (to wyjaśnia, dlaczego można uzależnić się również od opalania) i wiele innych pozytywnych przemian w organizmie. Działa też antydepresyjnie, dlatego absolutnie nie można się dziwić, że ludzie łakną światła i ciepła. Jakby nie było, są to najpierwotniejsze potrzeby.

Z kolei potrzebą zupełnie innego rzędu jest nieskrywana chęć bladolicych kobiet do przysposobienia sobie naturalnego kolorytu mieszkanek Rio; mężczyźni zaś chętnie zostaliby latynoskimi macho, z brązowym torsem i piorunem w oku. Skłania to jednych i drugich do wielogodzinnych modłów do boga Słońca, czego skutkiem jest przedwczesne starzenie się skóry, widoczne w jej zgrubieniu, suchości, szorstkości, plamach i przebarwieniach.

Zresztą, wszyscy wiedzą jak wygląda przesmażony kotlet. Choć i na takiego znajdą się amatorzy.

Przesadne opalanie przynosi jednak coś więcej niż widzialne i namacalne spustoszenia w skórze. Jest ono odpowiedzialne za 90-95% jej nowotworów. Tymczasem chyba mało kto przejmuje się możliwością przejścia od czerwonego raczka do mało sympatycznego raka-czerniaka. Ten najgroźniejszy z nowotworów skóry jest w Polsce wykrywany co roku u przeszło 2000 osób. Połowa z nich umiera.

Kampanie uświadamiające, straszenie dziurą ozonową, bynajmniej nie spowodowały, że plaże opustoszały. Przeciwnie, ludzie w dalszym ciągu, jak te ćmy, walą tłumnie pod największe słońce. Kładą się plackiem na swojej patelni, czując się całkowicie bezpiecznie dzięki szeroko rozpropagowanym kremom z filtrami i innymi cudami prewencyjno-konserwacyjno-naprawczymi, za nic mając ryzyko poparzenia czy udaru. 

Toster

W wyścigu barwienia skór korzystamy jednak nie tylko z tego, co nam niebo ześle. W kapryśnym klimacie, gdzie zima trwa pół roku a latem ciągle pada, kogo nie stać na Karaiby lub po prostu nie ma jak się wyrwać na urlop, może pocieszyć się ryczącym i demonicznie łyskającym fioletową lampą łóżkiem w solarium. Solarium miało być słońcem powszechnie dostępnym, bezpiecznym i kontrolowanym. Umożliwiającym równomierną opaleniznę na całym ciele, w dodatku znacznie szybciej. Ów szybki efekt zawdzięczamy emisji skoncentrowanej dawki promieni UV. Sztuczne słońce szybko zyskało swoje zwolenniczki. Część z nich diametralnie odmieniła swój naturalny, niezbyt wyrazisty koloryt, przeobrażając się np. w jasnowłose murzynki, siejące entuzjazm wśród im podobnych i zgrozę wśród rozsądniejszej części społeczeństwa, jak wszystko co podchodzi pod przesadę.

Przemysłowe prażenie w zamyśle miało przysporzyć chrupiące chipsy. Jasne kabiny mają jednak swoje ciemne strony: skoncentrowane promieniowanie działa na skórę z bliskiej odległości i z ogromną mocą; skoro opala szybciej, to sprowadza też w takim tempie i natężeniu niekorzystne zmiany w skórze – przede wszystkim przyspieszone starzenie (poprzez uszkodzenie różnorakich komórek i naczyń krwionośnych) oraz ryzyko raka. Stanowczo odradzane osobom trudno opalającym się i ze znamionami.

Tostery owszem, są dla ludzi, ale myślących. 

Łosoś w marynacie

Skoro sprawa toczy się wokół koloru, to czemu by się po prostu nie pokolorować? Samoopalacze i balsamy brązujące są stosunkowo najbezpieczniejszym wspomagaczem i w zasadzie nie powinny powodować większych skutków ubocznych niż wszystkie inne kosmetyki do pielęgnacji ciała, tzn. ewentualne wysuszanie naskórka (winny jest składnik aktywny dihydroxyaceton, zawarty głównie w samoopalaczach) lub reakcje alergiczne, w zależności od tego, co komu nie służy. Zawierają wyciągi z roślin o właściwościach przyciemniających karnację.

Opaleniznę można wspomagać od wewnątrz poprzez zażywanie beta-karotenu w postaci gotowych kapsułek lub w świeżych warzywach i owocach (np. marchew, brzoskwinia, arbuz, szpinak). Zresztą spójrzmy na łososia: karmiony paszą z dodatkiem beta-karotenu zyskuje niezwykle apetyczną barwę. Podobnie nasze pociechy, hodowane na kubusiach wszelkiej maści, nieco wyróżniają się spośród bladej dziatwy.

Z wad: idealne rozsmarowanie samoopalacza na ciele graniczy z cudem. Zawsze gdzieś pojawi się jakaś zdradziecka plama czy zaciek ujawniający pochodzenie naszej śniadej cery. Z tego powodu brązujące smarowidła maja swoich przeciwników, nie wspominając już o wątpliwej trwałości takiego koloru. Receptą na trudy aplikowania miałoby być opalanie natryskowe. 

Opalenizno, wróć!

Upływ czasu jest dla skóry bezlitosny. Nie mówię o tym tylko w wymiarze najbliższych dziesięcioleci, które ukażą, co sobie zrobiliśmy, a czego nie. Lato w naszym klimacie to również zjawisko przechodnie (na szczęście powtarzalne) i chimeryczne. Niektórzy jednak naiwnie myślą, że można naopalać się na zapas.  Niestety, nie jest prawdą, że im bardziej się wysmażymy, tym dłużej pozostaniemy piękni. Proces wymiany komórek naskórka jest nieubłagany i trwa od 2 do 4 tygodni. Tylko. Cudowna zdolność naszego ciała do regeneracji jest więc lekiem na wyrządzane mu krzywdy, ale z drugiej strony może stać się błędnym kołem.

W dawnych czasach arystokratyczna bladość, przeciwstawiana ogorzałej skórze pospólstwa, była uważana za elegancką i zadbaną. Na cerę pięknej kobiety mówiono krew z mlekiem. Dziś, mając świadomość niebezpieczeństw opalania się oraz trudów jego symulacji, niejeden rozważa, czy aby nie lepiej pozostać bladym i dumnym. A smażone kotlety, piersi z grilla i inne przypiekane przysmaki lepiej włączyć do jadłospisu niż do składników wizerunku.

Najlepszym pod słońcem pomysłem jest więc zachować umiar, wtedy ci się upiecze. Albo i nie…


separ

Zredagowano przez: Ewa Inn

Zagłosuj na artykuł

Dodaj komentarz

Dodawanie komentarzy możliwe jest tylko dla zalogowanych użytkowników.

Komentarze


Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.