Zaloguj się

» rejestruj » przypomnij hasło

Najnowszy temat

Kłamstwo niezbędne do utrzymywania dobrych relacji społecznych Kłamstwo niezbędne do utrzymywania dobrych relacji społecznych 21-02-2012

Kłamstwo jest jedną z najważniejszych umiejętności społecznych, absolutnie konieczną każdemu do utrzymywania dobrych relacji. Badania pokazują, że kłamanie łatwiej przychodzi... » więcej...

Wasze galerie

Hiszpańskie wakacje Jak  wyobrażasz sobie  Etiopię?
Dzisiaj jest sobota, 19.05.12, imieniny: Dariusza, Gabrieli

Z pazurem

Horror pac! Jętki

Autor: bohemi, data dodania: 15-07-2010 Horror pac! Jętki

Szary budynek kliniki szacownej uczelni w jednym z większych polskich miast. Jeden z wielu należących do owej szacownej uczelni na tej uliczce. Prestiż i tradycja uczelniana rozpylające miłe aromaty nie ratują jednak tego, co gotuje się pod przykrywką.


To, co sfermentowało dotyka jedynie tego, kto dzierżąc nieprzyjemną etykietkę pacjenta, wchodzi do budynku z nadzieją na otuchę, a wychodzi z gwoździem wbitym w zdumioną psyche (i czasem w rękę). Dodajmy jeszcze, że miejsce to wyjątkowe, bo przeznaczone dla płci pięknej jedynie, oczywiście w roli pacjentek, a raczej pac! jętek. 

Nikt nie mówił, że będzie lekko. Nie płacisz – nie wymagaj. Licz się z tym, że mają cię za nic nieznaczącego żebraka i nie będą uwzględniać twojej podmiotowości, godności, czy czegokolwiek, co brzmi na piątkę na egzaminie magisterskim. W końcu po to uczyłaś się 5 lat empatii i poszerzałaś horyzonty rozumienia, by nie dziwić się ogólnej frustracji lekarzy w publicznej służbie zdrowia i zaburzeniom zachowania ludzi dookoła, również tych w białych kitlach. Nie po to otrzymałaś dyplom z ładną pieczątką tej właśnie prestiżowej uczelni, by teraz narzekać na lekarzy, dla owej uczelni poświęcających swoje finansowe ambicje. No i wreszcie nie wyobrażaj sobie, że twoje kobiece dolegliwości wzbudzą w jakimkolwiek badaczu ślad emocji, iskrę współczucia lub próbę regulacji swojego zachowania i burzliwych emocji w kontakcie z tobą. Albo, że spotkasz się z szacunkiem należnym ponoć każdej istocie ludzkiej, a zwłaszcza tej, którą jako „pacjenta” charakteryzuje jakiś poziom „cierpienia”. 

Maestro z tytułem i opinią najlepszego specjalisty w mieście w interesującej mnie dziedzinie nie wygląda na osobę przeciętną, bynajmniej. Na pierwszy rzut oka – groteskowa tusza, infantylnie niepokojąca aparycja, neurotycznie szybki chód, ślad po zajęczej wardze i iskrzące spojrzenie. Przy bliższym wejrzeniu zanotujemy kolejne ciekawe cechy człowieka nieprzeciętnego – głos matowy, zduszony, ale dość wysoki, przesycony zniecierpliwieniem i nerwowością. Gdy mówi do pacjentki, właściwie cedzi przez zęby w szybkim tempie słowa, których treść owiana niech będzie, póki co, tajemnicą. Czyżby specyfika neurotycznego starego kawalera, który poświęcił życie medycynie? 

Pędzi przez korytarz w chodakach i białym odzieniu, które uwypukla jego groteskowy wygląd. Znaczące uśmiechy pacjentek i wymiana spojrzeń to już rutyna – „ciekawe czy żonaty? E, nie, przecież on nie ma czasu na żonę, cały czas pracuje, no a poza tym…”. W kobiecych gustach estetycznych może się mieścić przy założeniu, że to nader niekonwencjonalne gusta. Ale przecież nie o wygląd tu chodzi, na prezydenta wszak na razie Maestro nie startuje. 

Oddajmy sprawiedliwość opisywanej postaci. To dobry specjalista, a ja jestem jedną z wielu wdzięcznych pacjentek, które wyprowadził ze stanu poniżej normy. Fakt ten nie pozwala mi zbudować złego mitu na jego temat, ani zniechęcić potencjalne pacjentki do podjęcia leczenia u niego. Życzę im tylko, by nie były zbyt wrażliwe i empatyczne, bo to może utrudnić im proces adaptacji w gabinecie i szpitalu owej szacownej uczelni. Oraz adaptacji do kontaktu z opisywanym tu mistrzem nietaktu. 

Wróćmy jednak do meritum, po co w ogóle to larum? Świetny specjalista w państwowym szpitalu akademickim, czegóż więcej chcieć? Nadmiar oczekiwań i nadziei może być zgubny, lecz potrzeba minimalnego spokoju i bezpieczeństwa w procesie leczenia przydaje się choćby dla lepszej jego jakości. No i ta potrzeba zwykłej przyzwoitości.  

Prosta historia. Godzina siódma wyjazd, godzina ósma – postój w kolejce do rejestracji. Godzina dziewiąta, dziesiąta – oczekiwanie na lekarza. Godzina jedenasta – ciąg dalszy oczekiwania. Godzina dwunasta – kłująca puenta. Odnotujmy jeden fakt – z owym lekarzem umawiałam się telefonicznie 2 dni wcześniej, w sobotę, kiedy to pozwolił łaskawie przyjść na badanie w poniedziałek na godzinę 8. 

Kiedy powiedziano mi w szacownym sekretariacie, że mam czekać, a potem złapać lekarza, który obecnie jest na operacyjnej – niewzruszona przysiadłam na krześle między dwoma śpiącymi osobnikami. Książka Tokarczuk na ratunek w torebce, obserwacja jako zajęcie, które nigdy się nie nudzi – jakoś przetrwamy. Półtorej godziny czekania na lekarza to standard w tym miejscu, a nawet słodkie minimum. Nagle zza rogu dobył się charakterystyczny głos, a ja poderwałam się z miejsca, budząc cierpliwych sąsiadów. Wówczas „złapany” przeze mnie lekarz wyrzucił z siebie pierwszy skrzeczący sygnał niecierpliwości i kazał czekać dalej. Następnie popędzana popędziłam do jego świątyni, gdzie oberwało mi się za przychodzenie „nie w terminie”, choć nie kto inny jak on sam kazał owo docelowe badanie robić w takich, a nie innych dniach. Potem rozkazał mi podejść pod gabinet i czekać na badanie. Nie sądziłam, że przyjdzie mi czekać następną godzinę, gdy tymczasem Maestro uda się na obchód lekarski, a następnie na pogawędkę z sędziwym profesorem. 

Kiedy łaskawie po jedenastej przyjął mnie na badanie – wylała się czara goryczy wprost na moją osobę. Osobę natrętnej pacjentki – jętki jednodniówki, której pozycja z definicji niższa, aż prosi o bezwzględne „pac” ze strony sfrustrowanego lekarza: „Nie będzie tak, że będzie pani dzwonić i przychodzić, kiedy chce! Znudziło mi się już przyjmowanie poza terminami! Zacznę jak moi koledzy z interny zrzucać pacjentów ze schodów!”. Deja vu. Już wcześniej słyszałam jak to przestanie przyjmować pacjentki po dobroci, jak to NFZ kary nakłada i coraz gorzej funkcjonuje, a w Anglii czekają na niego szeroko otwarte drzwi tylu szpitali. Już wcześniej znosiłam jak inne pacjentki pokrzykiwania, ponaglania, chimeryczne jego zachowania. Tym razem jednak wizja zrzucenia ze schodów przez prowadzącego lekarza tuż po nerwowych godzinach na czczo przed badaniem – wyczerpała moją kamienną cierpliwość i uderzyła z hukiem prosto w ośrodek żalu i poczucia krzywdy. A jednak stałam. Słuchałam, a nawet potakiwałam. Wyjścia nie miałam. A może miałam? Rolę pokutną i cierpiętniczą przyjęłam. Żałość stłumiłam. W garść się jakoś wzięłam. Trzykropek. 

Po plaśnięciu prosto w jętkę, uderzeniu w achillesową piętę i wydaniu wewnętrznego jęku udałam się na krwi wysysanie w pobliskim gabinecie pielęgniarskim. Przygryzając wargi, dzielnie głowę unosząc, rzeczywistość z pokorą znosząc. Gdy oddałam rękę wampirycznej pielęgniarce nie sądziłam, że po wyssaniu krwi zanurzy jeszcze kły w moim przedramieniu. Syknęłam i zawyłam „Auu!”. Matko, jakby ktoś mnie siekierą rąbnął! Osunąwszy się na krzesło przy gabinecie czekałam na ustąpienie bólu psyche i somy, ale to był dopiero początek bolesnej symfonii. Kolejne trzy godziny czucia przez duże Cz, niesłabnącego żalu i poczucia skrzywdzenia. Koniec. A kolejny odcinek za pasem. Czy i tym razem chimeryczny frustrat potraktuje swoją pacjentkę jak spluwaczkę, a niepozorna pielęgniarka wyssie z pacniętej pacjentki ostatnią kroplę krwi? 

Tymczasem szanowna pacjentko - uśmiechnij się – to tylko państwowa służba zdrowia. Co cię nie zabije, to cię wzmocni. A jak znów usłyszysz, że chcą cię zrzucić ze schodów, wypchnąć drzwiami – to wejdź oknem. I pokaż im…na co cię stać.           


separ

Zredagowano przez: Ewa Inn

Zagłosuj na artykuł

Dodaj komentarz

Dodawanie komentarzy możliwe jest tylko dla zalogowanych użytkowników.

Komentarze


Czterolistna 2010-07-15 09:59

Świetny tekst, fajnie sie czyta. A treść? Na samą myśl o tym wszystkim gotuje się we mnie. Chyba wszystkie znamy takie sytuacje, kiedy trzeba było pokornie lizać medyczne tyłki, które miało się ochotę szczerze kopnąć! Lekarze zapominają, że to oni są dla nas a nie odwrotnie. Czy to się kiedyś zmieni???