Życie z pasją
Wyrwała to złoto, wyrwała!
Autor: Barbara Sicińska, data dodania: 02-03-2010Justyna Kowalczyk jest od kilku dni na językach wszystkich Polaków. W sobotni wieczór udało jej się wyślizgać dla nas złoto. Mówi się o niej w wiadomościach, w porannych programach dla kobiet, pisze w gazetach i na blogach. Oglądając wczorajszą rozmowę Justyny z Tomaszem Lisem zastanawiałam się, jakiej ogromnej fali niezdrowego zainteresowania będzie musiała stawić czoło ta dziewczyna.
Igrzyska olimpijskie to jedna z najstarszych tradycji o międzynarodowym zasięgu i niesamowitej sile przyciągania. Przetrwały wieki i najprawdopodobniej nigdy nie przeminą z tej oto prostej przyczyny, iż w każdym, nawet najskromniejszym człowieku, tli się iskra rywalizacji.
Mistrzostwa Olimpijskie, takie jak te w Vancouver, pozwalają każdemu Polakowi przez chwilę rywalizować, a nawet i wygrać medal, nie wysilając się ani trochę - wystarczy przecież włączyć telewizor. Jak łatwo jest nam być Polakami tej zimy! Ileż to w nas jest dumy! Ilu ludzi przyznaje się dziś publicznie do łez, które ronili, patrząc na ostatnie metry pokonywane przez Justynę.
Nie ukrywam, że mnie samą wszystkie te emocje związane z niesamowitym maratonem naszej narciarki dotyczą. Tak, ja też oglądałam ten wyścig. Tak, ja też czułam wzruszenie i kiedy tylko słyszę w telewizji coś nowego o tej niesamowitej postaci, przybliżam się do ekranu. Zastanawiam się jednak, czemu tak naprawdę służą mistrzostwa? Zarabianiu pieniędzy? Tworzeniu nowych rekordów i statystyk? Propagowaniu zdrowia?
Justyna Kowalczyk wielu z nas udowodniła, że ciężka praca i determinacja to połowa sukcesu, a to drugie to....wiara i nadzieja aż do samej mety. Ile razy bowiem chcemy coś zrealizować, lecz gdy tylko okazuje się, że sprawa wymaga wysiłku, lub że nie ma gwarancji na sukces, poddajemy się przed metą? Ile razy oddajemy wygraną walkowerem? Ile razy nawet nie próbujemy sięgać po marzenia, bo się nam nie należą? Bo są dziecinne? Bo coś jest "niemożliwe"? Wolimy więc zasłonić je ekranem telewizora i krzyczeć "dalej, Adam, dalej", albo "szybciej, Justyna!".
Igrzyska olimpijskie rozbudzając naszą wolę walki i chęć rywalizacji, mogą być motorem do większej wiary w nasze, choć ludzkie, to jednak duże możliwości. Niech te medale staną się dla nas inspiracją do realizacji naszych własnych dróg. Zamiast śledzić co na śniadanie jada Justyna, ile dni spędza w domu rodzinnym, ile czekolady spożywa na miesiąc i czy lubi swoje konkurentki, zróbmy na jej pamiątkę coś dla siebie, coś, co przybliży nas do naszej osobistej mety. Niech to będzie najmniejszy krok, ale naprzód. "Wyrwijmy ten medal" i zróbmy to dla siebie, a nasze otoczenie będzie radować się z nami, tak jak dzisiaj my cieszymy się z naszymi medalistami.
Zredagowano przez: Ewa Inn
Zagłosuj na artykuł
Dodaj komentarz
Dodawanie komentarzy możliwe jest tylko dla zalogowanych użytkowników.
Komentarze
Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.









