Zaloguj się

» rejestruj » przypomnij hasło

Najnowszy temat

Kłamstwo niezbędne do utrzymywania dobrych relacji społecznych Kłamstwo niezbędne do utrzymywania dobrych relacji społecznych 21-02-2012

Kłamstwo jest jedną z najważniejszych umiejętności społecznych, absolutnie konieczną każdemu do utrzymywania dobrych relacji. Badania pokazują, że kłamanie łatwiej przychodzi... » więcej...

Wasze galerie

Trzeba kochać coś, by żyć Być, czyli chłonąć świat
Dzisiaj jest sobota, 19.05.12, imieniny: Dariusza, Gabrieli

Kobiecy świat

Albatros

Autor: Gabriela Krochmal, data dodania: 12-02-2010 Albatros

Niezmąconą nocną ciszę miasta zakłócił rozpaczliwy krzyk dobiegający ze śmierdzącego zaułka. Po chwili z cienia wybiegła kobieta. Nie mogła biec szybko, bo jej ruchy krępowała minispódniczka i dziesięciocentymetrowe szpilki. Gdy pojawiła się w świetle ulicznej lampy, bez trudu na jej twarzy można było dostrzec strużkę krwi płynącej z nosa i przerażenie malujące się w ogromnych fiołkowych oczach.


- Ty dziwko, wracaj tu! – Tuż za nią biegł opasły, podstarzały mężczyzna, od którego na kilometr czuć było whisky. Kobieta potknęła się i upadła a goniący ją mężczyzna dobiegł do niej i jedną ręką chwycił ją brutalnie. Drugą uderzył ją w twarz.

W tym samym czasie z cienia wyłonił się młody mężczyzna, który złapał pijaka i z całej siły próbował odciągnąć go od przerażonej kobiety. Pijany zaklął siarczyście i wyrwał się z uścisku nieznajomego. Wyciągnął dłoń do ciosu, lecz przeciwnik powalił go na kolana.

- Ta zdzira jest moja! Znajdź sobie inną! – wybełkotał i próbował podnieść się, ale zachwiał się wyraźnie. Głośno czknął i upadł. Młodszy mężczyzna podszedł do kobiety.

- Nic ci nie jest? – nie doczekał się odpowiedzi, gdyż kobieta była zbyt przerażona, by cokolwiek powiedzieć, więc pokręciła tylko głową. – Chodźmy stąd.

- Liczysz na darmowy numerek, czy co? Nie musisz się tak o mnie troszczyć, dam sobie radę – rzuciła i dumnie spojrzała mu w oczy.

- Krwawisz –zachciało mu się zabaw w dzielnego rycerza! – Jestem Filip.

- Weronika.

- To twoje prawdziwe imię?

- Tak.

- Ładne - nie wiedział, co jeszcze mógłby powiedzieć. A tak w ogóle to zaczął się zastanawiać nad tym, co on robi o tej porze i to jeszcze w towarzystwie pokrwawionej dziewczyny „do wszystkiego”! Przecież wyraźnie powiedziała mu, że nie chce jego pomocy, że da sobie radę sama. Tak, tak jak do tej pory? Świetnie dawała sobie radę - stwierdził sarkastycznie. Po chwili milczenia dodał: - Jesteś głodna?

- A co, masz ochotę wrzucić mi do żarcia prochy, a potem zrobić swoje?

- Nie, napiłbym się piwa. Poza tym jesteś ranna i ktoś musi cię opatrzyć.

- Wszedłbyś ze mną do pubu? Jestem dziwką.

- Co nie zmienia faktu, że krwawisz - pociągnął ją za rękę na drugą stronę ulicy i pchnął drzwi Albatrosa. Ku jej zaskoczeniu nikt nie zwrócił na nich uwagi, ot kolejni ludzie, którzy nie mogą spać. Filip zaprowadził ją do męskiej toalety i zamoczonym w zimnej wodzie papierowym ręcznikiem umył jej twarz. Cały był we krwi, więc wyrzucił go do kosza i wziął następny.

- Trzymaj, to powinno zmniejszyć opuchliznę - podał jej kolejny mokry ręcznik i przyłożył go do dolnej wargi. Później wrócili na salę i znaleźli wolny stolik w rogu sali. – Opowiedz o sobie. O rodzicach. Dlaczego robisz to… co robisz? To znaczy… sama wiesz, jesteś prostytutką – bardziej stwierdził niż zapytał.

Czy to wydarzenia dnia, czy zmęczenie, czy po prostu chęć zrzucenia z siebie tego ciężaru, wygadanie się przed kimś, kogo się więcej nie spotka; przed kimś obcym komu tak naprawdę na niej nie zależy, bo o tym wiedziała od zawsze: nigdy nie potrafiła zainteresować swoją osobą na tyle, by móc zaufać. Wszystko to sprawiło, że otworzyła się przed tym zupełnie obcym chłopakiem. Otworzyła się tak, jak nigdy wcześniej, ale mimo upływu lat nadal nie potrafiła mówić o tym z obojętnością. Chyba nigdy się tego nie nauczy.

- Mama umarła. Zabił ją. Zakatował ją! To jemu zawdzięczała swoje obłąkanie i przedwczesną śmierć. Cholerny pijaczyna! – wybuchła, lecz po chwili znów usłyszał jej spokojny, melodyjny głos. – Najpierw upodlił ją, kazał wyzbyć się wszelkiej moralności, męczył i dręczył psychicznie, maltretował, aż zupełnie uległa. Zrobił z niej nic niewartego w oczach świata śmiecia! Nie obchodziło go, że nie mamy co jeść i sypiamy na klatce. O nie… Każdy grosz przepił. Przepił każdą naszą łzę, każde omdlenie z głodu. Przepił wszystko. Nawet siebie. Aż ku wielkiej uldze sąsiadów zapił się na śmierć. Wreszcie mieli spokój - nikt nie urządzał nocnych awantur i popijaw. Nikogo też nie interesował los dwójki małych dzieci. Brudne, przerażone, bez grosza… - z trudem przełknęła  ślinę. – Zostały same. Nie miały nikogo, do kogo mogłyby zwrócić się o pomoc. Wiedziały tylko jedno, tylko tego były pewne: nigdy się nie rozstaną.

Umilkła. Filip myślał, że już się nie odezwie, ale ona szeptem wróciła do opowieści.

- Tymi dziećmi byliśmy my, ja i mój  braciszek. Byliśmy zbyt mali, aby zrozumieć cokolwiek z tego, co się stało. Byliśmy jak małe, przerażone pisklęta zostawione samym sobie. Jednak mimo naszego marnego wyglądu byliśmy silni. Silniejsi niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Całe życie czuliśmy strach, że ojciec w końcu przypomni sobie o nas i to nas będzie winił za swoje przegrane życie. To my musieliśmy ponosić tego konsekwencje! A to bolało. Och, jak bardzo bolało… - wzdrygnęła się. – Pamiętam, jak ojciec pewnego dnia zostawił na stole parę złotych i jak Piotruś zakradł się cichutko, wyciągnął rękę, pochwycił monetę w swoją malutką dłoń i szybko uciekł. Wieczorem wybuchła awantura o te pieniądze. Ojciec tak mocno pobił mamę, że straciła dziecko. Ale to go nie zadowoliło! Popatrzył na nas przekrwionymi oczami i groźnym głosem zapytał, które z nas wzięło te pieniądze. Piotrek schował się za mną, wyraźnie czułam jak drży na całym ciele. Uniosłam dumnie głowę i spokojnym głosem powiedziałam: -Ja. Ojciec chwycił mnie mocno za ramię i pociągnął na środek pokoju. Jedną ręką wciąż mnie trzymając, drugą zaczął odpinać pasek od spodni. Pierwszy cios powalił mnie na kolana. Bił gdzie popadło rozszarpując moje ubranie, skórę i serce. Bił udowadniając jak niewiele dla niego znaczę. Bił, powoli zabijając moje człowieczeństwo. Bił aż zemdlałam. Nie wiem ile to trwało, w końcu zmęczył się i trzasnąwszy drzwiami wyszedł do baru.

Od tamtej pory bił mnie coraz częściej. Za wszystko i za nic. Za to, że byłam i za to, że on musiał być. Nienawidziłam go! Ulżyło mi, gdy umarł. Zostaliśmy z Piotrkiem sami, ale to był raj w porównaniu z dotychczasowym życiem. Musieliśmy radzić sobie sami, ale byliśmy zbyt mali, aby pracować, więc nauczyliśmy się kraść. Nieraz nie jedliśmy przez całe dnie, bo nic nie udało nam się ukraść. Aż pewnego dnia złapał mnie jeden facet. Chwycił mnie za ramię i zaczął krzyczeć, że wezwie policję. Potem przyjrzał mi się uważniej, a jego twarz rozjaśnił obleśny uśmiech – objęła się ramionami. – Zaciągnął mnie w zaułek i… i skrzywdził mnie.

- O Boże – Filip tylko tyle zdążył wyszeptać przez zaciśnięte usta. Weronika nie zwróciła na to uwagi, w jej oczach pojawiła się wściekłość.

- Boże? Jaki Bóg pozwoliłby na to? Gdzie On był, gdy jakiś zboczeniec krzywdził dziecko? Na wakacjach?! – krzyczała. – Boga nie ma, słyszysz? Nie ma!

Ludzie przy sąsiednich stolikach zaczęli im się przyglądać, więc Weronika ściszyła głos niemal do szeptu.

– Wyszłam na ulicę z tego samego powodu, co inne kobiety. Było mi tak strasznie wstyd! Ale chciałam zapewnić Piotrkowi lepsze życie, myślałam, że dzięki temu pokocha mnie choć trochę…

- Ależ kocha cię! – przerwał jej Filip.

- Pomyliłam się – uśmiechnęła się smutno. – On kocha tylko siebie. W jego przeświadczeniu to j e g o ojciec był alkoholikiem, który zabił j e g o matkę, a ja po prostu spadłam z nieba i nic nie wiem o jego cierpieniu. Tak jakby mnie nie było każdego dnia naszego piekła! Jakbym była zupełnie obcą osobą, która musi odpokutować za grzechy rodziców. Pozwalałam mu się poniżać, sprzedałam własne ciało. Wszystko co mam. Czułam, że jestem mu coś winna za ból i cierpienie, którego doświadczył w swoim krótkim życiu.

- A ty nie cierpiałaś? To nie było też twoje życie?

- Teraz już jest, zostałam sama. On też mnie bił. Nie muszę czuć już żadnych więzów rodzinnych, bo mojej rodziny nie ma i tak naprawdę nigdy nie było. Był tylko ojciec i wódka. To on wiele lat temu przepił moje życie i skazał na bycie tym, kim jestem - słabą istotą, która nie ma dość siły i odwagi, aby spróbować żyć lepiej. Inaczej żyć – uśmiechnęła się do niego łagodnie. – Dzięki za piwo i za uratowanie mojej skóry.

I jak gdyby nigdy nic, jakby ten wieczór w ogóle nie miał miejsca, wyszła z pubu na świeże powietrze i pustą ulicą poszła prosto przed siebie. Dokąd? Filip miał nadzieję, że do lepszego życia.

 


separ

Zredagowano przez: Ewa Inn

Zagłosuj na artykuł

Dodaj komentarz

Dodawanie komentarzy możliwe jest tylko dla zalogowanych użytkowników.

Komentarze


Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.