Coś dla duszy
Oparcie w Blondynce
Autor: Joanna Kempa, data dodania: 11-02-2010Co właściwie skłoniło mnie, aby sięgnąć po książkę Beaty Pawlikowskiej? Może kolorowe rybki na okładce, może serdeczne spojrzenie blondynki? A może podskórna chęć poznania dramatu innej osoby?
„W dżungli niepewności” to zapis korespondencji mailowej między Beatą Pawlikowską a Moniką. Pawlikowskiej przedstawiać nie trzeba: znana dziennikarka i podróżniczka, a przy tym zdaje się być swojską i pogodną babką; druga z bohaterek jest zagubioną we własnych kompleksach i niepewności młodą dziewczyną, wpadającą to w anoreksję, to w bulimię i rozpaczliwie poszukującą wsparcia, zrozumienia i rozwiązań.
Większości z nas dramat Moniki może wydawać się absurdem. Dlaczego młoda, zdolna i pracowita dziewczyna nienawidzi siebie i wymierza sobie najokrutniejsze kary? Uważa, że jest gruba i brak jej osobowości? Trudno pojąć nam, „normalnym” (cokolwiek to znaczy), że można tak bardzo przeżywać, powiedziałoby się, błahostki i nieustannie miotać się między najróżowszą euforią i najczarniejszą rozpaczą. A przecież Monika z całym swym plecakiem kamieni, to tylko wierzchołek góry lodowej wytworzonej w Oceanie Arktycznym obecnej cywilizacji mediów, obrazków, wyścigu szczurów i innych współczesnych form zdziczenia.
Można być Leniwcem albo Wojownikiem
Monika zwraca się z prośbą o pomoc, szuka w Beacie (i znajduje) powierniczkę i czarodziejkę, nazywa ją Szamanką. Razem starają się odpowiedzieć na trudne pytania. Kolejne maile, strona po stronie, przedstawiają falujący jak ocean podczas sztormu nastrój studentki. Przypływy optymizmu, wielokrotne analizowanie swojego stanu, diagnozowanie i uznawanie swoich słabości i lęków a także obietnice lepszego spojrzenia na siebie oraz gruntownej przemiany, przeplatają się z gwałtownym pogorszeniem nastroju, depresją i skrajną niechęcią do wszystkiego i wszystkich, a w szczególności siebie.
Przeciwwagą dla jej wewnętrznego nieładu i braku stabilności jest rozsądna i wyważona postawa dziennikarki oraz jej bardzo osobiste wyznania na temat minionych lat i zaskakująco zbieżnych problemów. Beata jest mądrzejsza własnym doświadczeniem i silniejsza dzięki swojej pracy nad sobą. To samo próbuje zaszczepić w rozmówczyni: miłość i szacunek do siebie samej, zdrową dyscyplinę, poczucie własnej wartości, cierpliwość.
Rynek wydawniczy oferuje tony poradników na wszelkie ważkie tematy: jak być szczęśliwym, spełnić się, walczyć ze słabościami, hartować wolę. Ale poradnik poradnikiem – przeczytasz, odłożysz, przemielisz… i większość, niestety, ulotni się z wydychanym powietrzem. „W dżungli niepewności” to jednak coś więcej. To historia i żywe świadectwo nie tylko nieszczęśliwej Moniki. Jej mentorka sytuuje się w tym dialogu w pozycji przyjaciółki, która na własnych plecach dźwigała te same problemy. Dlatego też jej współczucie jest szczere i przekonywujące. Odkrywa się nie tylko przed rozmówczynią ale i czytelnikami. Ku przestrodze. Dziś Pawlikowska jest osobą o silnym kręgosłupie, sama zatłukła osobistego Autodestrukcyjnego Potwora i zaprzyjaźniła się ze sobą, zamiast być swoim wrogiem.
Każdy z nas nosi w sobie jakieś chimery. Czytając o problemach Moniki i chłonąc dobre słowa Beaty, konfrontowałam je ze swoim własnym spojrzeniem na siebie. Napotkałam niejedną znajomo wyglądającą rozterkę…
Nigdy nie pomyślałabym, że osoba, która dziarsko przemierza busze na całym świecie, fraternizuje się z tubylcami ledwo tkniętych palcem cywilizacji zakątków, sama kiedyś była nieszczęśliwa, lękliwa, rozbita… Beata Pawlikowska nie pozuje na bohaterkę, ale nią jest.
Ja jej wierzę. I zbadam też inne dżungle.
***
„W dżungli niepewności” (wyd. Latarnik 2008, 2009)
Pozostałe przewodniki po życiu to: „W dżungli życia” i „W dżungli miłości”.
Zredagowano przez: Ewa Inn
Zagłosuj na artykuł
Dodaj komentarz
Dodawanie komentarzy możliwe jest tylko dla zalogowanych użytkowników.










Myślę, że każda z nas powinna mieć swoją powierniczkę, dobrą duszę, która podpowie, wesprze, pocieszy, nauczy, da kopniaka jesli trzeba :).