Zaloguj się

» rejestruj » przypomnij hasło

Najnowszy temat

Kłamstwo niezbędne do utrzymywania dobrych relacji społecznych Kłamstwo niezbędne do utrzymywania dobrych relacji społecznych 21-02-2012

Kłamstwo jest jedną z najważniejszych umiejętności społecznych, absolutnie konieczną każdemu do utrzymywania dobrych relacji. Badania pokazują, że kłamanie łatwiej przychodzi... » więcej...

Wasze galerie

Śladami Dżemu  cz. I Świat jest piękny. Moje podróże - Liptovsky Mikulas, Słowacja
Dzisiaj jest sobota, 19.05.12, imieniny: Dariusza, Gabrieli

Coś dla duszy

Rzecz o łączeniu kolorów

Autor: Agata Sosnowska, data dodania: 23-08-2009 Rzecz o łączeniu kolorów

Paleta barw podstawowych, jaką ma w zasięgu swego pędzla artysta, nie odda wszystkich kolorów świata. Dopiero kiedy barwy zaczynają się mieszać, tworząc rozmaite odcienie i głębie, można podjąć próbę przefiltrowania otaczającej rzeczywistości. Większość z nas nie potrafiłaby tego wykorzystać, by przedstawić swój obraz świata.


Są jednak tacy, którzy w zabawie kolorami osiągnęli mistrzostwo. Marcin, Krzysiek, Agnieszka... – dla nich rzeczywistość jest pełna barw i kształtów. A wielki świat można zawrzeć w obrazku na szkle, czy w kleksach tempery rzucanych na płótno.

Spotykam ich w siedzibie Duszpasterstwa Akademickiego w Siedlcach na Brzeskiej. Jest piątek, 22 maja – pierwszy dzień warsztatów plastycznych. Na stołach farby, pędzle, glina. Wolontariuszki donoszą artystom narzędzia, z suszarką siedzą nad już ukończonymi pracami, z których jeszcze kapie farba, czy parzą herbatę. Gwar, śmiech, integracja. – Pani Basia i pan Włodek są niesłyszący. Jeśli zechcesz z nimi porozmawiać, pisz na kartce – mówi Natalka, organizatorka zajęć, a prywatnie moja siostra. Czuję stres. Tych ludzi jest tak dużo w jednym pomieszczeniu. A każdy z nich jest inny. Niedosłysząca Agnieszka, Marcin na wózku, Magda nie widzi od urodzenia, chłopiec z zespołem Downa.

Spoglądam na leżące przed nimi narzędzia pracy, z uwagą obserwuję, jak dobrze radzą sobie w posługiwaniu się nimi. Na każdej twarzy uśmiech, skupienie, spokój. I właśnie wtedy po raz pierwszy uderza mnie porównanie, że ci ludzie są jak owe barwy na palecie. Wymieszani ze sobą – a każde inne, inaczej odbierające ludzi, miejsca, inaczej reagujące na swoją niepełnosprawność, czy chorobę, tworzą najpiękniejszy chyba z możliwych obraz świata.

Gałęzie z gliny i śmiech Generała

Ostrożnie jednak zaczynam rozmowy. Nigdy nie miałam ze zdrowiem najmniejszych problemów. Nie wiem, o co pytać tak, by nikomu nie zrobić przykrości. „My też potrafimy tworzyć” – takie jest główne hasło warsztatów. Szarpie mną głód wiedzy. Jak ONI widzą świat, jak go słyszą, odbierają? Jak się dzieje, że tworzą kolorowe obrazy, magiczne portrety i pejzaże tak cudnie, jakby żaden ich zmysł nie szwankował, żaden układ w organizmie nigdy nie zawiódł?

Wstyd w nawiązaniu kontaktu łączy się z podziwem dla talentu. I pewnie siedziałabym tak cały weekend, zastanawiając się nad podziałem zdrowi – chorzy, gdyby nie to, że podczas weekendowych warsztatów na Brzeskiej nikt nie odczuwał żadnych barier. Wolontariusze krążą między stołami, wspólne żarty nie mają końca. – Czy gałęzie na drzewach są równej długości? – pyta Magda, niewidoma od urodzenia studentka filologii polskiej. Odruchowa odpowiedź to „Coś ty, nie”. Na szczęście daję sobie jeszcze moment, zanim odpowiem. – Madziu, to jest tak, jakby od każdego z palców na dłoni wyrastały ci kolejne palce, różne. A z nich jeszcze inne – trzymam Magdę za dłoń i za pomocą dotyku próbuję „narysować” jej drzewo. Po kilku godzinach na stole przed nią stoi nie tylko ulepione z gliny piękne drzewo, ale także słoń, koszyk wielkanocny i mnóstwo innych małych figurek.

Marcin, zwany przez znajomych Generałem, ma zespół Downa. – Najbardziej lubię malować zwierzęta – zdradza, kiedy siadam między nim, a Krzysiem, by popodglądać, jak idzie im praca. Liczba dzieł na parapetach rośnie, a te najbliżej Marcina pełne są koni, psów i krówek.– My już osiem lat się znamy i razem chodzimy na zajęcia Caritasu. A tam malujemy i tak nam idzie, że wyjeżdżamy na konkursy. Razem – zdradza Krzysztof, a Generał  podchwytuje wątek i zaczyna się śmiać. W końcu są od lat bardzo dobrymi kumplami, a nawet przyjaciółmi. Ich życie to kolory, to świat radosny. Ich śmiech zaraża, a wspólne dowcipy mogą doprowadzić do łez. Nawzajem też dopingują się, kiedy przychodzi im walczyć o nagrody w kolejnych konkursach artystycznych. Krzysiek ma ich na swym koncie już bardzo dużo. Namalowany przy mnie podczas sobotnich zajęć pejzaż z chęcią powiesiłabym nad swym łóżkiem, ale Krzyś zarzeka się, że to dla mamy.

Tacy, jak ja

Artystyczna atmosfera udziela się wolontariuszom. W sobotnie południe nie da się już odróżnić, kto ze skupionych nad stołami ludzi jest tu pomocnikiem organizatorki, a kto „kursantem”. Kolory zaczynają się łączyć w sposób tak widoczny po raz drugi. Wspólne zajęcie buduje poczucie bliskości. Ludzie mówią o sobie bez skrępowania.

Agnieszka ma 16 lat i problemy ze słuchem. Marzy o szkole plastycznej. Jej namalowane na szkle serduszko podbije serca wielu zwiedzających powarsztatową wystawę, zorganizowaną przez Natalkę i jej przyjaciół w kaplicy na Brzeskiej. Agnieszka towarzyszyć nam będzie jako pomoc organizatora podczas niedzielnej wystawy. A pochwały ze strony gości wywołają na jej wesołej buzi rumieniec radości.

Marcin jeździ na wózku. W plastyce najbardziej interesuje go mozaika. Lubi efekt, jaki dają połączone kolory. – To jest jak tęcza. A na niej, kiedy już barwy wyschną, można namalować coś konkretnego – mówi. Marcin nie uważa się za artystę, zdradza nawet po cichu, że wie, iż jego prace nie są doskonałe. W warsztatach bierze jednak udział z przyjemnością. – Można kogoś spotkać, fajnie jest, wesoło, inaczej – mówi. Jego kolory w życiu to marzenie o występie na scenie, na przykład przy boku ulubionego rapera, Rycha Pei. W domu układa więc teksty i na razie chowa je do szuflady, z nadzieją, że kiedyś marzenie się spełni.

Magda i Artur przygotowują się do przedstawienia, chociaż nie chcą zdradzić żadnych szczegółów, tłumacząc, że zepsuliby niespodziankę. Paweł maluje wodę, statki. Jego prace z pewnością mogłyby zawisnąć w niejednej portowej tawernie.

Są tacy, jak ja. Może nawet jest w nich więcej radości, niż we mnie. Niektórzy zmagają się ze swym krzyżem do zawsze, inni ulegli wypadkom, które na zawsze zmieniły ich życie. Z dużym wzruszeniem patrzę na Marcina „Generała”, który ponad godzinę chodzi po wszystkich salach z moim aparatem i robi zdjęcia. – Jak zrobić tak, żeby było blisko? – pyta. Pokazuję, jak działa zoom. Jego radość podczas ustawiania ludzi, proszenia o uśmiech do obiektywu jest olbrzymia. Oglądam później te fotografie. Jedna zdumiewa wszystkich. W ferworze podczas sobotnich przygotowań do obiadu „Generał” powiedział mi po cichu, że „te krople na szybie są najfajniesze”. Nie zwróciłam uwagi na sens słów, przytakując jedynie. A wieczorem, już na komputerze, zobaczyłam najbardziej pomysłowe zdjęcie ze wszystkich. Poprzez usianą kroplami deszczu szybę, Marcin uchwycił obraz na bocznej ścianie kościoła Świętego Ducha. Zza zamazanej szyby patrzy na nas Maryja. Nie wiem, w jaki sposób nastolatek z zespołem Downa wpadł na taki pomysł ujęcia, ale wyszło rewelacyjnie.

Te warsztaty były genialnym pomysłem – i nie piszę tego ze względu na fakt, że organizowała je moja młodsza siostra. – Mam niepełnosprawnego siostrzeńca – zdradziła mi podczas dzisiejszej wystawy jedna ze zwiedzających pań. – Ale on raczej by nie przyszedł na takie warsztaty. Wie pani, jak jest. Ludzie się wstydzą choroby.

Wstydzą się? A mi po minionym weekendzie wydaje się, że to zdrowym ludziom – czego doświadczyłam na sobie – łatwiej o wstyd. Jednak entuzjazm studentów z D.A. i wolontariuszy z „Projektora” zaraża. Tak samo, jak zaraża radość niepełnosprawnych, którzy przez weekend razem się bawili w sztukę i jak zaraża duma rodziców, którzy pod wieczór odbierali swoje dzieci. Dla mnie udział w warsztatach stał się ważnym rozdziałem w budowaniu relacji pomiędzy mną, a osobami niepełnosprawnymi. Jednak dopóki będą w Siedlcach ludzie, którzy „się wstydzą”, jak określiła to cytowana pani, takie warsztaty powinny być u nas organizowane choćby co tydzień.

  • Warsztaty plastyczne / Fot. Agata Sosnowska
  • Warsztaty plastyczne / Fot. Agata Sosnowska
  • Warsztaty plastyczne / Fot. Agata Sosnowska
  • Warsztaty plastyczne / Fot. Agata Sosnowska
  • Warsztaty plastyczne / Fot. Agata Sosnowska
  • Warsztaty plastyczne / Fot. Agata Sosnowska
  • Warsztaty plastyczne / Fot. Agata Sosnowska
  • Warsztaty plastyczne / Fot. Agata Sosnowska
  • Warsztaty plastyczne / Fot. Agata Sosnowska
  • Warsztaty plastyczne / Fot. Agata Sosnowska
  • Warsztaty plastyczne / Fot. Agata Sosnowska
  • Warsztaty plastyczne / Fot. Agata Sosnowska

separ

Zredagowano przez: Ewa Inn

Zagłosuj na artykuł

Dodaj komentarz

Dodawanie komentarzy możliwe jest tylko dla zalogowanych użytkowników.

Komentarze


Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.