Coś dla duszy
Bez mojej zgody
Autor: Gabriela Krochmal, data dodania: 03-02-2010Gdzie są granice ludzkiej ingerencji w boski plan? Czy można odrzucić przeznaczenie? Czy pisany nam los nie wróci niepostrzeżenie niczym bumerang? Czy mamy prawo decydować o życiu drugiego człowieka?
Wyobraźmy sobie przez chwilę, że jesteśmy rodzicami najcudowniejszego dziecka na świecie. Żyjemy sobie dzień po dniu otoczeni kokonem utkanym ze szczęścia, które jest naszym udziałem. Aż pewnego dnia dowiadujemy się, że nasze cudowne dziecko jest śmiertelnie chore. Robimy wszystko, żeby wyzdrowiało, znów było z nami, takie piękne, mądre, kochane. I wyobraźmy sobie, że jest to możliwe, że za pomocą współczesnej medycyny możemy powołać na świat istotę idealną, która z jednej strony również będzie naszym dzieckiem, ale z drugiej... będzie człowiekiem o wielkiej mocy: będzie deską ratunku dla tego chorego, punktem pobrań krwi, naczyniem pełnym zdrowego szpiku kostnego gotowym w każdej chwili na bolesne zabiegi. I jeszcze kochającym rodzeństwem mocno trzymającym bezwładną rękę, czy nerkę podsuniętą pod samą brodę podczas wyniszczających organizm torsji. Człowiek idealny. Tylko czy na pewno człowiek? A może maszyna produkująca zdrowe płytki krwi widoczna tylko wtedy, gdy trzeba jechać do szpitala?
Impuls czy przemyślana decyzja
Fikcja literacka? Po części tak, bo właśnie o tym jest jedna z książek Jodi Picoult "Bez mojej zgody", ale czy naprawdę tylko fikcja? Dla wielu jest nie do pomyślenia, że można nie chcieć pomóc komuś bliskiemu w walce z chorobą, że można nie oddać krwi, czy nerki. Wielu mówi, że oddałoby życie za kochanego człowieka. Impuls czy przemyślana decyzja? Mówią tak, bo wierzą, że nigdy nie będą do tego zmuszeni? A może wręcz przeciwnie - są gotowi na wszystko, byleby tylko ulżyć cierpieniu, na które patrzą dzień po dniu? Czy jest to tylko efektem moralności wpajanej od dziecka? A co jeśli... a co jeśli jesteśmy do tego zmuszeni, że z góry wiadomo, po co przyszliśmy na ten świat i tak naprawdę to nie ma znaczenia, co o tym sądzimy?
Kim są ci, którzy przez całe życie patrzą na człowieka, który umiera, żyją w ciągłym napięciu, co przyniesie kolejny dzień, są zawsze na miejscu i zawsze gotowi, by oddać część siebie - nawet kosztem własnego zdrowia. Kim są ci, którzy robią to wbrew sobie, zmuszani i manipulowani? Kim są ci, którzy kochają tak bardzo, że chcą pozwolić człowiekowi odejść? Egoistami?
Ponieważ chcieliby choć przez krótką chwilę być po prostu sobą, mieć normalny dom i rodzinę, która byłaby tak zwyczajna, że aż najnudniejsza na świecie? Wyrzutkami społeczeństwa, bo nie chcieć pomóc bliźniemu to tak jak zabić? Chorymi psychicznie nie wiedzącymi co czynią i że narażają się na samobiczowanie przez opinię społeczną? Ludźmi wyzbytymi wszelkich uczuć i moralności, pozbawionymi wrażliwości? Chorymi na znieczulicę, czy na wskroś przesiąkniętymi nienawiścią? Czy jakikolwiek powód usprawiedliwia niechęć niesienia pomocy?
Etyka a moralność
Czy można żądać, aby ktoś oddał organ? Nie, tego nie może zrobić nikt. Czy można powstrzymać się od próśb? Tak, ale to nie znaczy, że ktoś przestanie tego pragnąć. Prawda jest taka, że nikt nigdy nie podejmuje decyzji całkowicie samodzielnie, nawet jeśli Sąd przyzna takie prawo. Co ma większą wartość: życie chorego dziecka, czy zdrowego? Chyba nikt nie jest w stanie tego ocenić. Co jest ważniejsze: moralność czy etyka? Czy można faworyzować dzieci, dyskryminować, a przez to mniej kochać? Można, ale to wcale nie znaczy, że dziecka jako eksperymentu genetycznego nie można kochać.
Ludzie często przeklinają los za to, że stawia ich przed takimi wyborami; że muszą wybrać mniejsze zło, ale... gdzie kończy się zaciekła walka o życie człowieka a zaczyna boski plan? Czy można tak po prostu spisać człowieka na straty? Czy mamy prawo decydować za kogoś, zmusić go do pomocy, podczas gdy tak naprawdę są niewielkie szanse, że ta pomoc nie pójdzie na marne, że da poprawę. I co wtedy, gdy człowiek traci nadzieję? A może nie traci jej nigdy?
Problem transplantacji jest wciąż żywy i choć nie mówi się tego głośno, nie każdy jest gotowy na taki krok. Czy to ze względów zdrowotnych, czy religijnych (przecież takie praktyki ingerują w Boski plan), czy ze strachu. Czy możemy zmusić kogoś do takiego kroku wobec miłości i zaufania? Czy mamy prawo decydować o czyimś życiu? Nie, ale możemy decydować o swoim. Pomóżmy, jeśli tylko możemy.
Zredagowano przez: Ewa Inn
Zagłosuj na artykuł
Dodaj komentarz
Dodawanie komentarzy możliwe jest tylko dla zalogowanych użytkowników.










Książkę tę przeczytałam kilka lat temu i powiem szczerze, że wtedy postęowanie bohaterów- rodziców chorej dziewczynki- wydało mi się przynajmniej kontrowersyjne. Dziś mam synka i potrafię zrozumieć pobudki, jakimi się kierowali.
"Czy można odrzucić przeznaczenie? czy pisany nam los nie wróci niepostrzeżenie jak bumerang? Gdzie są granice ludzkiej ingerencji w boski plan? Książka Jodi Picoult jako jedna z nielicznych powieści porusza ważkie problemy osiągnięć współczesnej medycyny, które stawiają przed nami nowe dylematy etyczne. Dylematy dotyczące nas wszystkich"(Marta Sawicka, Wprost)
Poza tym, miło, że można tu podyskutować o literaturze:) Cieszy mnie to:) Pozdrawiam autorkę