Z pazurem
Dama w salonie i dziwka w łóżku
Autor: Gabriela Krochmal, data dodania: 14-01-2010Szukałam dla siebie jakiegoś konstruktywnego zajęcia, które z jednej strony pozwoliłoby mi na chwilę relaksu przy kawie, a z drugiej poczucie, że jednak czasu tego nie zmarnowałam. I tak mój wybór nie okazał się może szczególnie interesujący, za to na pewno pouczający...
Mianowicie zainteresowałam się typowo babskim pismem o znanym tytule. Bezmyślnie przerzucając strony, zupełnym przypadkiem trafiłam na listy czytelniczek. Tam jakiś marniutki redakcyjny fantasta spłodził żarliwy list (do redakcji, naturalnie), w którym błaga (oczywiście redakcję) o pomoc. Jak się okazuje, szanowna Zrozpaczona podejrzewa męża o notoryczne zdrady przez co czuje się stara i brzydka. Ponadto nie ma najmniejszej ochoty na seks, bo nie przestaje myśleć o mężu bzykającym jakąś laskę. Z drugiej strony nie chce rozwodu, bo wciąż go kocha...
Odpowiedź redakcji była natychmiastowa i wyczerpująca. Kilka stron dalej wielki tytuł ogłaszał: "Bądź sexy, wybij mu z głowy inne". Jak się okazuje, na faceta nie ma innej rady jak modne ostatnio (i coraz tańsze przez wzgląd na zapotrzebowanie) odsysanie tłuszczu, weekend w SPA, szalone zakupy (z szalonymi cenami), tapeta pudru (oczywiście nadal króluje naturalny makijaż), ćwiczenia pochwy i pozytywne (musi być mój, bo umrę) myślenie.
Nie pierwszy raz słyszę, że kobieta musi być damą w salonie i dziwką w łóżku, ale dlaczego, u licha, nikt jej nie powiedział (ani milionom innych), żeby zostawiła gościa i zamiast ratować małżeństwo - ratowała siebie? Bo byłoby to zdecydowanie tańsze w skutkach, przez co wszystkie te SPA i operacje plastyczne nie miałyby takiego wzięcia? Bo nie mieliby o czym pisać, przez co wszystkie te babskie magazyny nie byłyby tak szaleńczo rozchwytywane przez inne tego typu Zrozpaczone? Ale oczywiście dziś w dobie MasterCard wszystko jest możliwe. Nawet większe debety na szczytny, bądź co bądź, cel...
To nic, że facet dzień w dzień tłucze babę czym popadnie, a w nocy "musi odreagować życie z kobietą, która go w ogóle nie rozumie", skoro każdego ranka owa kobieta w drodze po bułki na śniadanie, kupuje kolorowe magazyny i niczym łupy wojenne chowa przed mężem. A kiedy on powalony dostateczną ilością alkoholu odsypia "trudy małżeńskiego życia", ona z zapartym tchem pochłania wszystkie te teksty niczym magiczne zaklęcia i marzy o pewnej siebie, ubranej w cudownie modne ciuchy kobiecie, która w rzeczywistości boi się spojrzeć w lustro, bo i tak wie, że zobaczy tam zaszczute zwierzę.
No cóż, prawda nie popłaca, bo prawdę zna każdy. Liczy się dobre wrażenie, obłuda ubrana w ładne sukienki i reklamująca najdroższe kosmetyki. I ta pewność siebie sprzedawana na każdym rogu...
Zredagowano przez: Ewa Inn
Zagłosuj na artykuł
Dodaj komentarz
Dodawanie komentarzy możliwe jest tylko dla zalogowanych użytkowników.
Komentarze
Ja już od dawna nie kupuję poradników dla kobiet - odgrzewane kotlety podawane z różnymi sałatkami, dla niepoznaki ;). Nudy i wyświechtane teksty, które robią wrażenie chyba jedynie na nastolatkach, które jeszcze nie znają życia i wierzą w poradnikowe mądrości.
W zasadzie ok. ale jedno w tym artykule jest moim zdaniem:) niewłaściwym wnioskiem czy raczej idealizowaniem kobiety samej w sobie w jej statystycznym wymiarze:)
Otóż tak sobie buszując tu i ówdzie i czytając to i owo, w żadnej mierze nieskażone ręką żadnego redakcyjnego fantasty, marniutkiego czy nie, to nieważne...uważam, że każdy głupi list do redakcji w każdym pisemku jest autentyczny.. bo niby po jaką cholerę taki nastawiony wyłącznie na zysk właściciel tego pisemka miałby płacić wierszówkę temu redaktorowi, jak ma takich listów na pęczki całkiem za darmo? A ma, nie ma o to obawy.. pobuszujcie po forach i poczytajcie kobiece żarliwe prośby o rady w absurdalnych problemach. Ja kiedyś natknęłam się na takie oto pytanie forumowiczki będącej niemal na rozstajach dróg swojego życia z powodu tego, że jej chłopak siusia nie na stojąco, tylko siada na kiblu! Jest prawdziwym facetem czy nie jest? Dziewczyny, pomóżcie! Część odpowiedzi była całkiem godna tego pytania:)
Ale artykuł jest super, żeby nie było, że krytykuję:)










sądze że popularność wspomnianych tutaj artykułów bierze się z poczucia winy kobiety i jej niskiej samooceny. A przecież zazwyczaj zdrada małżeńska nie ma nic wspólnego z zaniedbaniem wyglądu jednego z partnerów (zdradzają się przeciez i najatrakcyjniejsi wedlug współczesnych kanonów piękna "celebryci"). Współczesny człowiek zbyt często ma poczucie że na miłość musi zasłużyć "opakowaniem". Niestety jedyną gwarancją dobrego związku jest bliskość o której artykułów wciąz za mało.